Gdy przyjechali turyści. Tatry jako ziemia oswajana.
Dziś Tatry są celem. Przyjeżdża się tu po coś: po widok, po wysiłek, po odpoczynek. Ale przez większą część swojej historii Tatry nie były celem – były granicą. Granicą świata znanego i bezpiecznego. Granicą między wsią a pustką. Między tym, co ludzkie, a tym, co nieprzewidywalne.
Dlaczego Zakopane?
Jeszcze w XVIII i na początku XIX wieku niewielu ludzi wchodziło w góry by je zdobywać. Nie dlatego, że nie potrafili. Ale dlatego, że nie widzieli w tym sensu.
Góry nie dawały relaksu. Nie dawały spełnienia. Nie dawały bezpieczeństwa. Tatry były żywiołem – jak morze dla mieszkańców wybrzeży – zmiennym, groźnym, obojętnym. Lawiny, nagłe burze, mgły, urwiska, kamienne pustki. Brak ścieżek, brak map, brak schronisk. Góry, które w jednej chwili potrafiły „zabrać” człowieka – pasterza, zbójnika, myśliwego – i nie oddać nawet ciała.
Ramy projektu
W tradycyjnej wyobraźni góralskiej Tatry nie były „piękne”, były potężne. A potęga budzi bardziej respekt niż zachwyt.
Dlatego w dawnej kulturze Podhala góry jako miejsce kontemplacji pojawiają się bardzo rzadko. Częściej jako tło codzienności, zagrożenia, granicy.
Chcielibyśmy myśleć, że tam, gdzie kończyła się codzienna przestrzeń wsi, zaczynał się świat opowieści.
W wysokich partiach gór miałyby mieszkać siły nieznane człowiekowi.
Demony, duchy, „złe moce”, które można było obudzić nieostrożnym krokiem.
Niektóre doliny uchodziłyby za przeklęte. Ale nie do końca tak było.
Jak opowiadamy tę historię?
Dla mieszkańców Podhala Tatry były ostatnią ścianą rzeczywistości, ale jednak codziennej rzeczywistości. Wypas owiec, myślistwo, drewno na opał, a także zbójnictwo.
U większości górali nie było pędu, żeby przejść góry wzdłuż i wszerz. Często za stromym pasmem gór nie było „dalej”, bardziej było „nie wiadomo co”.
To, dlatego przez wieki Tatry nie rodziły marzeń, lecz pokorę. Nie budziły ciekawości, lecz ostrożność. Nie zapraszały – raczej milczały.
Dopiero w XIX wieku ktoś spojrzał na nie inaczej.
Nie jak na granicę, ale jak na przestrzeń możliwości. Do Zakopanego m.in. przyjeżdżała aktorka Helena Modrzejewska. Ona też zaprosiła tam pewnego człowieka z rodziną.
I tak w roku 1873 w Tatry przyjechał człowiek z zewnątrz – lekarz, inteligent, obserwator – dr. Tytus Chałubiński.
Nie przyjechał tu z zamiarem „odkrycia Tatr”. To słowo jeszcze tu nie pasuje. Góry nie są celem, nie są atrakcją, nie są wyzwaniem sportowym. Tak jak powiedzieliśmy wyżej są tłem życia, czasem zagrożeniem, czasem schronieniem, czasem granicą świata.
Chałubiński przyjeżdża jako lekarz. Szuka klimatu, który mógłby pomóc chorym – przede wszystkim tym, których trawią choroby nowoczesnego XIX-wiecznego świata. W Europie modne stają się wyjazdy „do powietrza”, do gór, do miejsc czystych, surowych, oddalonych od przemysłowych miast. Tatry – choć dla górali oczywiste – dla inteligencji są jeszcze niemal białą plamą.
Formy narracji
Zakopane, które Chałubiński zastaje, nie przypomina kurortu. To rozproszona osada, kilkadziesiąt chałup, pasterski rytm dnia, gospodarka oparta na owcach, lesie i sezonowej pracy. Nie ma pensjonatów, nie ma deptaków, nie ma „sezonu”. Jest za to cisza, zapach dymu, surowość codzienności i ogromna nieufność wobec obcych.
Chałubiński nie przyjeżdża tu jako pan. Nie stawia się ponad miejscowych. Słucha. Pyta. Obserwuje. Leczy – często bez zapłaty. Rozmawia z góralami, uczy się ich świata, ich języka, ich opowieści. Z czasem zaczyna rozumieć, że Tatry to nie tylko klimat i przyroda, ale żywa kultura, w której góry są czymś więcej niż krajobrazem.
Jak śledzić Projekt Zakopane?
Wśród ludzi, których poznaje Chałubiński, nie wszyscy zapisują się w pamięci jednakowo. Wielu to gospodarze, furmani, pasterze – twarze, imiona, historie dnia codziennego. Ale jest jeden, którego nie da się pomylić z nikim innym.
Jan Krzeptowski zwany Sabała.
Nie jest ani bacą w klasycznym sensie, ani tylko przewodnikiem. Nie ma szkoły, nie pisze, nie zostawia po sobie dokumentów. A jednak to właśnie on staje się jednym z najważniejszych „tekstów kultury” Zakopanego.
Sabała mówi.
A kiedy mówi – Tatry przestają być tylko krajobrazem.
Sabała wyrasta z porządku, który nie zna książek. Jego światem jest pamięć, opowieść, melodia. Historie przekazywane z ust do ust, śpiewane przy ognisku, powtarzane w szałasach, w karczmie, w izbie.
Jak śledzić Projekt Zakopane?
Relacja Chałubińskiego i Sabały nie jest relacją mistrz–uczeń ani pan–przewodnik. To spotkanie dwóch światów, które rzadko mają okazję się spotkać naprawdę.
Z jednej strony:
- lekarz
- inteligent
- człowiek nauki, miasta, notatek
Z drugiej:
- góral
- muzyk
- człowiek pamięci i głosu
Chałubiński słucha. I – co ważniejsze – traktuje Sabałę poważnie. Nie jako folklor, nie jako ciekawostkę. Ale jako nosiciela wiedzy, której nie ma w książkach.
Dlaczego Zakopane?
W jego gawędach góry są otoczone historiami konkretnych wydarzeń. Niejednokrotnie gdy Sabała przechodził przełęczą czy doliną wspominał Jaśka czy Marynę. A czasem i zdarzyło się przestrzec innych przed niedźwiedziem, którego tu “drzewiej” widział.
Po kilku takich wędrówkach z Sabałą czy z Bachledą artyści zaczną dopowiadać swoje górskie historie. W opowieściach, które stworzy Młoda Polska:
- góry mają imiona i charaktery
- duchy i żywioły są realnymi siłami
- przeszłość nie jest zamknięta, tylko ciągle obecna
Ten stworzony świat dla przyjezdnych jest potrzebą ducha, który w czasach zaborów znalazł wśród górskich szczytów przestrzeń dla idei wolności i neoromantyzmu. Dla miejscowych świat między szczytami był światem stworzonym przez “Pana Bócka”, w którym toczyła się zwykła i czasem groźna codzienność. Ale z czasem te dwa światy zaczęły się łączyć. I górale chętnie przyjęli do swej gawędy opowieści o zaklętych rycerzach albo o łzach, które w stawy się zamieniły. Tak powoli rodziło się coś co można by nazwać głosem gór.
Projekt Zakopane powstaje powoli.
Tak jak miejsca, które opowiada.